
W ostatnich dniach rozpętały się w sieci dyskusje na temat nierzetelności Fabryki Słów (naszego pożal się Boże wydawcy). Ponieważ my, Sępy, jesteśmy również poszkodowani – Fabryka do tej pory nie była łaskawa wypłacić nam ani grosza, dołączamy się do krytycznych głosów tu i tam.
Jednakże, nie zamierzamy „podpinać się” pod cudze problemy, tym bardziej, że rzecz dotyczy autorów związanych z Fabryką Słów, którym eskalacja napięcia może nie służyć (jak przeczytacie u Kuby Ćwieka, to potrafią być mściwi goście, o swoistym poczuciu tego co wypada, a co nie).
Zatem – kwestie dotyczące naszego problemu z Fabryką Słów przenosimy tutaj. Zaczniemy od wprowadzenia:
TO MÓJ WPIS NA FORUM portalliteracki.pl, komentarze znajdziecie
TUTAJCześć.
Na dzisiejszej lekcji porozmawiamy sobie o przekrętach w branży wydawniczej.
Temat jest ciekawy, bo może nieco studzić chęć wydania czegokolwiek, gdziekolwiek, przez kogokolwiek.
Oczywiście, zawsze możemy zacytować kilka frazesów, o tym, jak należy się zabezpieczać, ale to nie o tym. Bo zabezpieczać się może osoba doświadczona, która juz coś tam wydała, zna kruczki, nie da się łatwo oszwabić, ale przede wszystkim – ma już nazwisko. To daje podstawę do stawiania wymagań, warunków, żądań (chociaż jak sie okazuje nie zawsze).
W innym przypadku człowiek zmuszony jest przyjmować warunki wydawnictwa i nawet jeśli wynegocjuje 12% zamiast 10 (od zysku) to ma się to nijak, do faktu, że mu nie zapłacą.
A w takiej sytuacji znaleźliśmy się my – Sępy, czyli JacAr i Mictlantecutli (lub odwrotnie).
Prawd mówiąc nie chodzi nam już o honorarium (bo jest ono i tak śmiesznie małe, zamyka się w kwocie trzycyfrowej) ale o zasady. Książka wyszła 6 marca 2009 roku, czyli 10 miesięcy temu. Do tej pory Fabryka Słów (nasz wydawca) nie był łaskaw zapłacić nam ani grosza. Dodatkowo wszelkie nieśmiałe, a później nieco bardziej śmiałe próby DOWIEDZENIA się o co biega spełzły na niczym. Więcej nawet – dowiedzieliśmy się, że jesteśmy be, że Fabryka Słów przez naszą książkę ma „poważną dziurę w budżecie”, że książka się nie sprzedaje, że właściwie, to powinniśmy być im wdzięczni że takie badziewie w ogóle wydali.
Cóż, zgłaszamy zdanie odrębne, które ma odbicie również w liczbach – wiemy, że książka sprzedała sie dobrze, recenzje i głosy od czytelników przekonują nas, że spodobała się, o co zatem chodzi?
No więc worek pękł w ostatnich dniach, okazało się, ze Fabryka Słów, jedno z największych wydawnictw SF/horror/fantasy w Polsce, ma po prostu taką strategie wobec autorów – nie płacić w ogóle, albo z zapłatą bardzo zwlekać. Można sądzić, że działa to wszystko jak piramida – honoraria autorskie wypłacane są z pieniędzy otrzymanych za sprzedaż innych książek, co powoduje, że w kolejce do wypłaty ostatni są debiutanci, młodzież i frajerzy. W tej liczbie niestety my.
Cały wic polega na tym, że ponieważ autorzy związani są klauzulą nie wyjawiania treści umowy, oraz, że każdy liczy na to, że w końcu jakąś kasę dostanie, problem nie wychodzi na światło dzienne.
Dodatkowo, każdy kto chce pisać dalej obawia się, żeby zbyt głośne narzekania nie sprawiły mu w przyszłości kłopotu.
Ja z Fabryką Słów nic więcej nie chcę mieć do czynienia (i to nie tylko dlatego, że nie chcą mi oddać moich pieniędzy, lecz, że maja mnie za frajera, o czym przekonuje poziom wymiany mailowej z dyrekcją tego interesu), Robert wydał już dwie, wspólnie z Kazkiem Kyrczem napisane, książki w innym wydawnictwie, zatem wali nas to, co sobie o nas FS pomyśli. Nie powiedzą o nas już nic gorszego od tego, co nam łaskawi byli zakomunikować.
A wy?
Wy się zastanówcie, czy w ogóle wydawać, w kraju, w którym sprzątaczce w wydawnictwie płaci sie dwa razy więcej za miesiąc niż autorowi za powieść, a podziękowaniem za współpracę będzie stwierdzenie, że naraziło się wydawnictwo na straty.
SIC! KOMENTARZE DO TEGO WĄTKU ZNAJDZIECIE TUTAJNatomiast na blogu Jakuba Ćwieka trwa dyskusja, dotycząca jego problemu z Fabryką Słów.
Możecie tę dyskusję przeczytać
TUTAJW którymś momencie, rozmowa zeszła na temat sępów – oto wpis współwłaściciela Fabryki Słów, Roberta Łakuty, wraz z moją odpowiedzią i to jest moment, w którym przenosimy się do sępiego gniazda.
Oczywiście zapraszamy do komentowania, mając nadzieję, że taka dyskusja może przynieść ze sobą „oczyszczenie”, wartość, która w przyszłości spowoduje, że zbliżymy się do normalnego rynku książki.
- Drogi Panie Rostocki
na tym poziomie nie da sie rozmawiać, nie posuwajmy sie do absurdu i kłamstw.
Sam Panu napisałem maila (kopie posiadam), w którym podałem wszystkie dane dotyczące nakładów i sprzedaży, bo rzekomo nie dało się ich wyciągnąć znikąd, co jest nie prawdą i proszę zaniechać kłamstwa.
Wydaje mi się, że już kuriozum byłoby wklejanie tu maila z treścią i cyframi.
Jak można pisać bzdury, że nic nie wiem. Czego Pan nie wie?
Oprócz mojego maila poszedł do Pana list fizycznie z informacjami których Pan sie domagał.
W czym więc problem?
Rozumiem, że wielkość sprzedaży jest niezadowalająca, ale zgodna z fakturami więc proszę o wyjaśnienie gdzie jest niejasność? Najlepiej na maila, jak podpowiada kultura.
Chętnie pomogę w zrozumieniu, bo zawsze odpowiadam na maile i staram się wyjaśnić nieporozumienia.
Pozdrowienia
dodane przez: Robert Łakuta
Styczeń 13, 2010 @ 12:00 am
(wpis JacAra)- przepraszam kubę
no i mamy przejaw chyba własnie tzw. łapania się we własne sidła.
nie mam zamiaru panie łakuta rozmawiac z panem na drodze mailowej, bez świadków, bowiem nie przynosi to zadnego efektu. ja też mam maile. wszystkie. mam równiez niezrealizowany rachunek, z którego wychodzi że wydawnictwo nieźle zarobiło na naszej książce, zatem mowa o niezadowalającej sprzedaży to kolejna pańska konfabulacja. nigdzie, nigdy nie podał pan nakładu naszej książki. nie odpowiedzial pan na pismo wysłane wprost na panskie nazwisko pocztą tradycyjną (w dniu 19 listopada, ubiegłego roku), listem poleconym. dane dotyczące sprzedazy są calkowicie niewiarygodne, co bedę w stanie wkrótce udowodnić.
używając eufemizmu – bardzo oszczędnie używa pan prawdy.
i teraz powiem tak – twierdzi pan, że nie da się rozmawiać na tym poziomie? na jakim? takim, że zarzuca mi pan kłamstwo? w takim razie umówimy się tak – jeszcze jedno tego typu oszczerstwo z pana strony, a bedę popierał tu i gdzie indziej swoje wpisy cytatami z pańskich maili.
i na zakończenie przypominam – wystawilem i przesłałem państwu rachunek, na kwotę podaną przez wydawnictwo. kwota ta (zgodnie z prostym wyliczeniem matematycznym świadczy, że wydawnictwo nie tylko nie starcilo, lecz wręcz nieźle zarobiło na sępach). pieniędzy nie otrzymałem. czas mija, za chwilę minie rok od premiery książki.
jacar
PS. swoich zasejwowanych maili panu nie prześlę, bo wiem, ze nie przechowujecie swoich i np. macie problem ze stwierdzeniem jaką wielkość sprzedaży podaliście w poprzednim mailu. zaiste amatorka. ale jak wspomniałem – następnym razem podzielę sie tą przezabawną lekturą z internetem.
dodane przez: jacar
Styczeń 13, 2010 @ 7:11 am
(i jeszcze raz JacAr)- kuba, szkoda mi zasmiecać bloga takim syfem.
resztę dyskusji (potencjalnych) przenoszę na sępowego bloga, pana lakutę zapraszam tam – jeśli nie zna adresu (co jest calkiem możliwe, przy poziomie zainteresowania wydawcy autorami) to podaję: http://www.sepy.com.pl
tu jest inny problem, sepy maja inny – w każdym razie z FS same problemy.
obciach jak beret..
jeszcze raz sorry, ale jak sam widzisz, trudno nerwy na wodzy utrzymac – oto jestem oszustem, który z polecenia innych wydawnict podkopuje fs, domagając się wyplaty kilkuset zlotych honorarium, za (wspólnie z robertem cichowlasem napisaną) antologie opowiadań, licącą 502 strony, wydaną w marcu ubiegłego roku.
bomba.
jacar
No i co o tym sądzicie? Warto w tym kraju wydawać książki?
}:> }:>